Jadę busem do Salwadoru odebrać Marię z lotniska. Przemieszczam się spokojnie, obserwując przepływający świat za spojówką. Po pięciu miesiącach ciszy skał, ląduję w morzu ludzi. Spadają z nieba budynki naładowane ludźmi, niczym wieże energetyczne z Matrixa. 3 miliony wszechświatów pędzących przed siebie. Galaktyki pchane Big Bangiem narodzin. Ta intensywność wciąga, budzi arsenał pragnień i marzeń. Znowu można marzyć w morze…








