Menu

O zamkach na piasku

Uncategorized kwi 28, 2024

– Część druga –

Zacznijmy od polskiego bloku, na jednym z socjalistycznych blokowisk, pogrążonych w szarym śnie błotnistego przedwiośnia, powiośnia i międzywiośnia. Dziesięć pięter, trawiących w bezruchu kilkadziesiąt mieszkań. Chłodna cisza klatki schodowej pachnąca zupą.

Teraz pomalujmy blok na biało. Dodajmy przeszklone balkony. Przed budynkiem, postawmy kort do piłki nożnej i tenisa w jednym. Na parterze zróbmy recepcję, z recepcjonistą, co będzie nam otwierać guzikiem drzwi i mówić z uśmiechem dzień dobry. Na pierwszy piętrze umieścimy salę zabaw, kino, pokój do pracy, siłownię, salę spa oraz salę salonową, gdzie można zaprosić znajomych lub wyprawić urodziny. Na dachu zaś napełnimy basen, rozrzucimy leżaki i ustawimy ceglany grill. Do tego w rogach dachu upchnijmy pralnię i saunę. Same mieszkania zaś pozostawmy małe. Obok już istniejącej łazienki wspólnej, dodajmy jedną prywatną.

Następnie blok ten pomnożymy kilkaset razy w różnych kształtach i odcieniach od niskiej awangardy holenderskiej aż do strzelistych rakiet kilkudziesięciopiętrowych i taką kolekcję rozrzućmy wzdłuż 20 kilometrów plaży.

Witamy w João Pessoa, stolicy stanu Paraiba, w sercu Nordeste. Trzecim najstarszym mieście Brazylii, które pięć razy zmieniało nazwę. Tu Franciszkanie wiedzieli jak się urządzić, zakładając klasztor na wzgórzu z widokiem na rzekę i leśne tereny po jej drugiej stronie, których nie mogli podbić, ze względu na opór tubylców.

Miasto niczym rozciągnięta Copacabana, od 2008 zaczęło przyciągać Brazylijczyków, swoimi relatywnie bezpiecznymi ulicami, czystością, plażami i wiecznie gorącym klimatem obfitym w monsunowe deszcze. Podczas pandemii stolica rozkwitła tysiącami ludzi z południa, którzy postanowili założyć tu home office lub wydać nadmiar emerytury na granie w powolną wersję siatkówki, gdzie piłkę się nie odbija, a rzuca od osoby do osoby.

Bo nabrzeże João Pessoa przypomina dom zoperowanej plastycznie starości, gdzie usta mogą pełnić funkcję wyposażenia ratunkowego i gwarantują utrzymanie się na powierzchni w wypadku wodowania samolotu, a twarze są tak naciągnięte botoksem, że są gładsze niż kanadyjskie lodowiska do hokeja. Dzielnica, w której przebywam, nazywa się Cabo Branco – Biały Przylądek. W mieście najbliższym Europy, bo najbardziej wysuniętym na wschód kontynentu.

Gdy w całym stanie Paraiba wybory prezydenckie wygrał Lula z przewagą 60%, to w stolicy stanu zanotowano najmniejszą różnicę głosów między Lulą a Bolsonaro, spośród miast stanowych. 925 głosów różnicy.

João Pessoa to również dzielnice oddalone 15 minut od widoku morza. Dzielnice z favelami, opuszczone niebezpieczne centrum, dzielnice, w których się żyje z dnia na dzień. Z Candomble, Umbandą, Santo Daime. Jeszcze nie poznałem tych miejsc.

Zostanę jakiś czas w białym tropikalnym raju. Zamieszkam w samowystarczalnej twierdzy z widokiem na ocean. Zmęczony zmianą, potrzebuję macierzystego portu, choćby nawet tymczasowego, gdzie mogę wyprać wypłowiałe od Słońca żagle i uzupełnić zapasy wody. Zagubiony w morzu możliwości Brazylii, potrzebuję też czasu, by je poznać. Zbadać. Poczuć. Lotnisko jest obok.

1

Nie ma jeszcze komentarzy

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *